Korzenie Wrocławia nierozłącznie wiążą się z Ostrowem Tumskim. Już w X stuleciu wyspa była największym na całym Śląsku grodem obronnym, na którym znajdowały się kasztel Piastów Śląskich, świątynia katolicka oraz budynki zamieszkiwane przez kapłanów oraz urzędników książęcych wraz z rodzinami.

W dzisiejszych czasach Ostrów Tumski wyspą pozostał już tylko z nazwy, ponieważ na początku XIX wieku jedna z odnóg Odry, płynąca w tamtych czasach wzdłuż obecnej ulicy św. Józefa, następnie przez plac Katedralny, Ogród Botaniczny oraz plac Bema i łączące się z głównym nurtem rzeki w pobliżu Młyna Marii, zostało zasypane.

Rok 1807 dla mieszkańców Wrocławia był wyjątkowym. Podczas inwazji francuskiej, cesarz Napoleon, przechodząc ze swoim wojskiem przez Wrocław wydał rozkaz wyburzenia miejskich fortyfikacji wzniesionych za czasów panowania pruskiego króla Fryderyka II Wielkiego. Nakaz Napoleona o zburzeniu fortyfikacji wrocławianie zaakceptowali bardzo radośnie, ponieważ pozwalał on wreszcie rozebrać mury obronne, które przeszkadzały w rozbudowie miasta.

Natomiast duchowni z Ostrowa Tumskiego byli przeciwni tym planom. Ich zdaniem, podczas wysadzania murów obronnych zostałyby zniszczone zabytkowe kamienice oraz kościoły. Tak naprawdę mieli obawy, że władze miejskie pozbywając się fortyfikacji będą próbować odebrać autonomię Wyspie Katedralnej, która przez stulecia panowała na tym obszarze. W związku z czym, zaczęli różnymi sposobami powstrzymywać rozbiórkę fortyfikacji otaczających Ostrów Tumski.

Wydarzenie to miało miejsce 15 maja 1807 roku, podczas przyjęcia, zorganizowanego w pałacu hrabiego Hatzfelda przy dzisiejszej ulicy Wita Stwosza. Biskup wrocławski Joseph Christian Hohenlohe-Waldenburg-Bertenstein poprosił francuskiego księcia Hieronima, którego Napoleon pozostawił nadzorować Wrocław, aby ten oszczędził mury Ostrowa. Po krótkiej rozmowie z biskupem, książę zgodził się.

Kilka miesięcy po danej biskupowi obietnicy, książę Hieronim miał bardzo dziwny sen. Przyśniło mu się, że jak wracał nad ranem do pałacu Hatzfeldta zobaczył, jak z ciemnego zaułka wychodzi człowiek ubrany w mundur pruskiego generała. Książę szybko rozpoznał twarz. Był to nieżyjący już pruski król Fryderyk II Wielki. Zaskoczony i zaintrygowany Hieronim ruszył za zjawą. Kilka minut później byli już na Ostrowie Tumskim i duch Fryderyka zszedł do podziemi tuż przy katedrze. Książę chwilę się wahał, ale dociekliwość wzięła górę i podążył za zjawą. Po pokonaniu głównego korytarza na samym końcu dostrzegł niewielką komnatę, w której siedział Fryderyk w otoczeniu kilku pruskich generałów. Wśród nich był też generał Thile, który jeszcze niedawno bronił przed wojskami francuskimi Wrocławia. Duch króla Prus siedział na krześle i udzielał zebranym rad, w jaki sposób mogą rozprawić się  z Francuzami okupujących Śląsk. Gdy zaczęło już świtać, książę obudził się przestraszony i mimo że nie był zabobonny przez dłuższy czas nie potrafił dojść do siebie. Kiedy książę opowiedział sen swojemu adiutantowi, ten oświadczył, że duchowni knują jakiś spisek przeciw niemu i sen miał służyć jako ostrzeżenie. Tego samego dnia Hieronim wydał rozkaz o zniszczeniu umocnień Wyspy Katedralnej. 13 czerwca 1807 roku Ostrów Tumski na zawsze pozbył się swoich fortyfikacji. Zasypana została również odnoga Odry.

Za 4 lata na powstałym w ten sposób terenie założono Ogród Botaniczny oraz posadzono małe drzewko na obecnym placu Katedralnym, które wspaniale wyrosło i obecnie jest to najpiękniejszy w całym Wrocławiu okaz platana.

Wracając zaś do księcia Hieronima, to gdyby nie jego sen, Ostrów Tumski byłby nadal wyspą, a zachowane fortyfikacje niewątpliwą atrakcją turystyczną. Jednak aktualnie wrocławianie nie mieliby tak wspaniałego Ogrodu Botanicznego oraz dorodnego platana na placu Katedralnym.

Tekst: Grzegorz Szein

Foto: Fotopolska