Tuż nad wejściem głównym do Kolegiaty św. Krzyża na Ostrowie Tumskim, umieszczony jest tajemniczy orzeł. Ptak jest wykonany z miedzi i ma około półtora metra wysokości. Legenda głosi, że zawieszony został w IV wieku na polecenie króla Henryka VI, który był świadomy tego, że jego władza nad księstwem wrocławskim zbliża się ku końcowi.

Postanowił zatem umieścić wizerunek orła jako symbol rodu Piastów Śląskich nad wejściem do kolegiaty by ten przez wieki przypominał o piastowskich początkach Wrocławia.

Orzeł, mimo wojennych zawieruch i licznych historycznych wydarzeń utrzymał się w dobrym stanie. Jednak w latach 30-tych XX wieku, kiedy to władze w Niemczech opanowała nazistowska partia NSDAP, wrocławscy urzędnicy postanowili, aby z kościoła zdjąć symbol rodu Piastów. Jesienią 1937 roku dwóch robotników dostało polecenie, aby ściągnąć orła. Uzbrojeni w odpowiedni sprzęt, zjawili się pod świątynią. Po chwili jeden z nich, stojąc na parapecie niewielkiego okienka w południowej ścianie, długim drągiem starał się zaczepić miedzianego ptaka, żeby ściągnąć go na ziemię. I wówczas stała się rzecz niesamowita. Nagle niespodziewany podmuch wiatru strącił robotnika z parapetu. Gdyby nie lina,  którą przywiązał się do okna, z pewnością umarłby on na schodach kościoła. W tej całej przygodzie najbardziej zaskakujący był fakt, że akurat w tym dniu pogoda była bezwietrzna.

Urzędnicy nie poddawali się i zlecili zdjąć orła wrocławskim strażakom. Następnego dnia, strażacy podjechali pod  kolegiatę wozem, na którym była zamontowana najdłuższa drabina w mieście. Podczas kolejnej próby usuwania orła z kościoła znów przydarzyło się coś czego nie można było wytłumaczyć. Kiedy to strażacy wysuwali drabinę, pękł im łańcuch trzymający całą konstrukcję i ranił jednego ze strażaków. Po tym wypadku drabinę oddano do naprawy, a w magistracie nikt już więcej polecenia o demontażu orła nie wydał. Całkiem możliwe jest, że urzędników odstraszyły nieszczęśliwe wypadki. Aczkolwiek może po prostu stwierdzili, że jednak cała ta sprawa niewarta jest aż takiego ryzyka…

 

Tekst/Foto: Grzegorz Szein