Jak w każdej branży: są giganci rynkowi i firmy, które chcą przebić się przez ich monopol. Tak mają choćby gry hazardowe za darmo, firmy bukmacherskie, producenci gier. Świetnym tego przykładem jest rynek konsol gier, gdzie od lat rządzą Sony, Microsoft i Nintendo. Co jakiś czas jednak powstaje ambitny projekt. Świetnym tego przykładem jest Ouya, która z wielkich nadziei okazała się ogromną porażką.

Czym jest Ouya

Ouya to ambitny projekt, który narodził się w 2012 roku. Wiązał się on ze stworzeniem zupełnie nowej konsoli, która przełamie wspomniany monopol trzech wielkich marek. Był to bowiem okres, kiedy na rynku królowały PS3 i Xbox 360, a za chwilę miały pojawić się konsole następnej generacji. Nagle w sieci pojawiła się informacja, że Ed Fries znany z udziału w projekcie pierwszego Xboxa i współpracy z Samsungiem, szykuje zupełnie nową konsolę. Powstać miała tania i nieskomplikowana konsola oparta na Androidzie, która da deweloperom o wiele większe możliwości tworzenia gier.

Zarówno Sony, jak i Microsoft były dosyć wymagające w tej dziedzinie, a często pobierały spore opłaty za wstawienie danej gry do swojego sklepu. Ouya jawiła się zatem jako idealne narzędzie do odpalania nowych gier. Deweloperzy według zapewnień mogli swobodnie publikować swoje dzieła w oficjalnym sklepie online, co da im większe zyski niż na konkurencyjnych platformach. Twórcy konsoli zapowiedzieli także, że nawet sami użytkownicy otrzymają szansę na wprowadzanie zmian w oprogramowaniu urządzenia.

Ambitny projekt ukazał się na Kickstarterze i jak na owe czasy z miejsca pobił wszelkie rekordy. Producenci chcieli zebrać niecały milion dolarów. Udało im się tę kwotę zebrać w niecałe 12 godzin, a łącznie na koncie wylądowało ponad 8 milionów! Do dziś jest to jeden z największych sukcesów w historii platformy.

Problemy od początku

W zapowiedział Ouya miała posiadać jak na tamte czasy całkiem dobrą specyfikację techniczną. Gracze mogli liczyć na procesor Tegra3, 1 GB pamięci RAM, 8 GB pamięci wbudowanej, niezbędne porty, Androida 4.0. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała plany twórców i oczekiwania graczy. Otrzymaliśmy bowiem sprzęt, który był de facto smartfonem bez ekranu. Futurystyczny wygląd konsoli może przypadł wielu osobom do gustu, jednak jej działanie było tragiczne. Już od początku w bibliotece znajdowało się niewiele ponad 100 gier, z czego większość to klasyki z XX wieku. Nie dało się tu dodawać gier obecnych w Google Play. Dołączony do zestawu bezprzewodowy pad okazał się źle wykonany, trzeszczący, a połączenie z konsolą było tak beznadziejne, że czasem mijała sekunda od naszej reakcji.

Sama stabilność urządzenia stała na złym poziomie. Dochodziło do sytuacji, że miniatury gier w oficjalnym sklepie ładowały się nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund. Uruchomienie bardziej wymagającej gry z 3D sprawiało, że gracze mieli do czynienia często z po klatkowym obrazem. Fatalna nakładka systemowa i inne problemy sprawiły, że faktycznie gracze dostali do rąk taniego smartfona przerobionego na konsolę.

Biblioteka gier z początku uboga zaczęła się z czasem rozrastać. Problemem dla twórców był fakt, że większość graczy pobierała jedynie darmowe tytuły. Deweloperzy zatem zrezygnowali z tworzenia gier na tę platformę, gdyż przecież poświęcali swój czas i pieniądze, a w rezultacie nie zarabiali później na nich. Mimo porażki, w 2014 twórcy konsoli zapowiedzieli, że chcą stworzyć drugą generację urządzenia. Do tego jednak nie doszło, a już w 2015 firma została wystawiona na sprzedaż, a na jej kupno z marnym skutkiem zdecydował się Razer. W czerwcu 2019 roku oficjalny sklep został zamknięty, więc można napisać, że Ouya stała się martwą konsolą. Jeśli weźmiemy pod uwagę samą nazwę urządzenia, to można stwierdzić, że cała z nią sprawa była UJA warta.

 

Foto: Pixabay