Największa katastrofa budowlana w powojennym Wrocławiu, wydarzyła się 22 marca 1966 roku na pl. Grunwaldzkim.[addAdSense] 

Około godz. 14.10 przechodnie usłyszeli huk, a potem zobaczyli, jak wali się gmach Wydziału Melioracji Wyższej Szkoły Rolniczej, wznoszony przez Wrocławskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego nr 1. Pod gruzami zginęło dziesięciu robotników.
Akcją kierował generał Leon Łapiński. Prawie tysiąc żołnierzy, milicja, straż, robotnicy z wrocławskich zakładów usuwali gruzowisko, szukając ofiar. Jednego z robotników znaleźli dopiero po dwóch dobach.
Budynek stawiano z elementów prefabrykowanych. Miał już pięć kondygnacji, 72 metry długości i 14 metrów szerokości. Jak mówili pracownicy, gdy się zawalił wiał silny wiatr. „Nagle zatrzeszczał- opowiadał jeden z nich- wykrzywiły się dolne kondygnacje i runął”. Niektórzy słysząc trzaski, uciekli, cudem unikając śmierci. 


Ministerstwo Budownictwa powołało specjalną komisję do zbadania przyczyn katastrofy pod przewodnictwem wiceministra R. Gerlachowskiego. Prokuratura wszczęła śledztwo. Proces trwał ponad rok, na ławie oskarżonych zasiadło kilka osób z kierownictwa budowy. Przed sądem wypowiadało się kilku ekspertów. Według nich było kilka przyczyn katastrofy, m.in. wadliwy montaż, błędy w projekcie konstrukcyjnym, zła jakość betonu.
Zapadły wyroki: 1,5 do pięciu lat więzienia. Sędzia- donosiło „Słowo”- mówił w uzasadnieniu nie tylko o błędach w sztuce budowlanej, ale i o bałaganie na budowie. Ciągle brakowało materiałów i ludzi. Gdy kierownik zachorował, zastępował go technik bez uprawnień, bo władza popędzała, żeby budować szybciej. Jego zdaniem odpowiedzialność moralną ponosiło wielu ludzi.

                                                           [addAdSense]
Autor tekstu : Wanda Dybalska
foto: Fotopolska