Wrocław po wojnie cz.2 – Kto kupował na Szaberplacu? – Miejsca We Wrocławiu.

Meble, drogocenne zastawy, rowery – wszystkie rabowane z opuszczonych domów przedmioty musiały mieć przecież swój rynek zbytu. Tak właśnie powstał Szaberplac na placu Grunwaldzkim – największe wrocławskie targowisko w historii. A kto kupował te przedmioty? Praktycznie wszyscy. Jego sercem był dzisiejszy plac Grunwaldzki, jednak ciągnął się od Kredki i Ołówka aż do Mostu Grunwaldzkiego. To dzikie targowisko, choć na początku dość chaotyczne, szybko zaczęło się porządkować.

I tak powstawały sektory z maszynami , działy ze zwierzętami, czy miejsca gdzie można było kupić produkty spożywcze. Nieprawdopodobne jak dobrze społeczeństwo potrafiło się samoczynnie organizować.

 

Szabrownicy szabrownikom

„O szabrownikach wie każdy z nas. Co drugi wygaduje na nich, gdzie się da i co się da. Szabruje zaś mniej więcej co trzeci. Niektórzy twierdzą zaś, że to bardzo optymistyczne obliczenie.” – Dziennik „Pionier”

Kontrowersyjnym może wydawać się fakt, że Wrocławianie masowo zaopatrywali się na Szaberplacu, bo przecież sprzedawało się tam mnóstwo zrabowanych przedmiotów. Na to zjawisko trzeba jednak spojrzeć z innej strony.

– Ówczesny Wrocław w niczym nie przypominał tego dzisiejszego. Nie było galerii handlowych, supersamów, czy nawet sklepików osiedlowych. A przecież gdzieś trzeba kupować. I takim miejscem był właśnie Szaberplac – wspomina mieszkaniec powojennego Wrocławia.

Zresztą, samo zjawisko przyzwolenia na szaber to temat jeszcze bardziej złożony. Bo z jednej strony wielu uważało takie postępowanie za złe moralnie i starało się temu przeciwstawiać, z drugiej jednak nienawiść do dawnego okupanta często przeważała.

 

Odniemczanie kapsli od piwa

Tym trudnej dziwić się mieszkańcom, jeśli weźmie się pod uwagę, że także władza przyzwalała na te procedery, a nawet sama się ich dopuszczała. Do nowo powstałej milicji przyjmowano bez skrupulatnej selekcji. Dlatego też wielu szabrowników było również stróżami prawa.

Polska administracja popierała proces niszczenia niemieckiej kultury. Niedługo po wojnie Ministerstwo Ziem Odzyskanych wydało zarządzenie, by usuwać wszystkie niemieckie napisy. Nawet te na dziełach sztuki, czy kapslach z butelek od piwa lub popielniczkach. Stanowiło to kolejny pretekst dla szabrowników. Bo skoro coś ma zostać zniszczone, to czy nie lepiej jest to zachować dla siebie?

Wrocław po wojnie cz.1 – TUTAJ

 

Tekst: Kamil Kuchta
Foto: Fotopolska

KOMENTARZE

comments

Kamil Karpiński Opublikowane przez: