Byle do pierwszego, czyli życie dawnych studentów w Breslau. – MiejscaWeWroclawiu.pl

Hazard, pojedynki na szpady, picie na umór – mimo że pierwsi studenci Uniwersytetu Wrocławskiego częściej niż Ci dzisiejsi chodzili na wykłady, to również cechowało ich bujne życie towarzyskie. Swoją zabawę , często już po kilku tygodniach przypłacali nędzą…a do pierwszego daleko.

 

Bo blisko do mamy

„Z relacji studentów, którzy przybyli do Breslau z XIX wiecznej Wielkopolski wynika, że często podstawowym kryterium wyboru uczelni była bliskość do domu… do mamy. Zawsze można było przywieźć trochę prowiantu, pieniędzy…” – opowiada profesor Jan Harasimowicz, dyrektor Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego.
Problemy finansowe to z pewnością wspólny mianownik dla studentów współczesnych i ówczesnych. Chociaż wielu z tych dawnych żaków pochodziło z bogatych rodzin, często okazywało się, że nie starczało im pieniędzy na chleb. Wszystko przez zamiłowanie do zabawy, hazardu i wystawnego życia. A dlaczego nie prosili rodzin o kolejne pieniądze? Czasem to robili, ale dla wielu byłoby to wstydem i ujmą na honorze. Dlatego szukali pieniędzy gdzie indziej.

Żak na kasie

Studenci w XVIII i XIX wieku, podobnie jak dziś szukali pieniędzy w dorywczych pracach. Najczęstszym sposobem na znalezienie gotówki były korepetycje. Żacy udzielali ich swoim młodszym kolegom, a także dzieciom z bogatych domów.
Często okazywało się jednak, że pieniędzy wciąż brakowało albo nie było już klientów. W takiej sytuacji studenci musieli podejmować się mniej zaszczytnych prac. Zatrudniali się do sprzątania, czy jako obsługa w lokalach. Dokładnie tak jak dziś.
„Najbiedniejsi studenci mogli już wtedy liczyć na specjalne stypendia. Ale i to często nie starczało, więc musieli podejmować się różnych prac. A te wszystkie upokorzenia związane z pracą poniżej swoich kwalifikacji (tak jak i dzisiaj, kiedy student stoi za ladą) …wtedy też studenci musieli znosić”. – komentuje profesor Jan Harasimowicz.

 

Korporacyjne zwyczaje

Społeczność studencka w ówczesnym Wrocławiu była dużo lepiej zorganizowana niż dziś. W miejscu dzisiejszych organizacji studenckich istniały korporacje. Tak jak teraz, bardzo wielu studentów pochodziło spoza Wrocławia, więc korporacje zrzeszały żaków pochodzących z określonych regionów.
Korporacja była bardzo ważnym elementem życia studenta. Każda z nich miała własny kodeks, ceremonie, sposób ubioru. Dziś na ulicy nie rozpoznamy członków ELSA – Europejskiego Stowarzyszenia Studentów Prawa. (Choć złośliwi powiedzą, że poznać ich można po garniturze i neseserze). W korporacjach natomiast przestrzegało się ściśle określonych reguł, więc każdy ich członek odznaczał się swoją przynależnością.

We wrocławskich knajpach (jak na przykład Piwnica Świdnicka) korporacje miały zarezerwowane całe stoliki. Wokół rozwieszano grafiki albo obrazy określające tożsamość danej korporacji. Zdarzało się nawet, że na stołach studenci podpisywali się nożami.
Te lokale były centrum życia studenckiego. Pito na umór, grano w karty i inne gry hazardowe. Ponoć zdarzały się też pojedynki na śpiew. Pijani żacy na cały głos śpiewali na zmianę piosenki, które miały złośliwy wydźwięk dla konkurencyjnego stowarzyszenia.

 

Wrocławski szermierz

Dużym popularnością cieszyły się też pojedynki na szpady. Szermierze nie tylko ćwiczyli się w posługiwaniu tą szlachetną bronią, ale również rozwiązywali w ten sposób swoje spory. Było to powszechne do tego stopnia, że żartowano sobie, że bandaże były równie częstym nakryciem głowy żaka, co korporacyjna czapka.

Jednak pomnik szermierza na ulicy Uniwersyteckiej niesie ze sobą całkiem inną, wcale prawdopodobną historię.
Otóż legenda głosi, że twórca pomnika, Hugo Lederer, kiedy w 1892 roku przybył do Wrocławia pobierać nauki od mistrza rzeźby, Christiana Behrensa, natknął się na grupę studentów. Ci, słysząc, że Lederer ma zostać uczniem samego Behrensa postanowili zabrać go ze sobą do znanej na całą Europę Piwnicy Świdnickiej.
Hugo był sponsorem tamtego wieczoru, a za jego hojność wznoszono toasty i życzono mu sukcesów w nauce. Po zamknięciu lokalu zaproszono go do mieszkania jednego ze studentów. Kiedy dotarli na miejsce, żacy wyciągnęli karty i zaczęli licytować się z żółtodziobem. Rano okazało się, że Lederer przegrał nie tylko cały swój majątek, ale również swoje ubranie.
Po tych wydarzeniach Hugo Lederer przyrzekł, że już nigdy nie zagra w karty. Lata później wybudował pomnik, który miał przestrzegać studentów przed naiwnością i głupimi pomysłami.

Wystawa „Student żebrak, ale pan!”

Do kwietnia 2018 roku wystawę „Student żebrak, ale pan!” można zobaczyć w Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego. Wśród eksponatów znajdują się oryginalne stroje, szpady do fechtunku, czy trójwymiarowa makieta multimedialna. Wstęp jest wolny.

 

Tekst/Zdjęcia: Kamil Kuchta

KOMENTARZE

comments

Kamil Karpiński Opublikowane przez: